Kuchenne powroty do przeszłości - cz. 4 - Artecubo

Kuchenne powroty do przeszłości – cz. 4

13 listopada, 2018

Czy zastanawialiście się, jak jedzono dawniej obiady? I czy to były tak w ogóle obiady…? Dawno, dawno temu, gdy w polskich miastach powstawały centralne rynki, kwitło życie biesiadne. Ludzie jadali najczęściej wspólnie – obojętne, czy w domach zamożnych, czy ubogich. Mało kto siedział samotnie przy stole. Chłopi, jeśli nie mieli rodziny, nie mieli też domów. Mieszczanie, plebejusze i kupcy – jeśli mieszkali w samotności, posiadali służbę. Jedynie samotni rycerze, zamieszkujący wieże obronne poza miastami mogli spędzać czas w samotności, ale najczęściej jednak również mieli towarzystwo w postaci bardziej lub mniej wiernego służącego lub giermka. Z resztą… średniowieczni rycerze byli często zwykłymi rabusiami, więc większość czasu spędzali w siodle grasując po górach i nizinach oraz okradając dwory lub chłopskie chaty.

Nie było wówczas podziału na śniadanie, obiad i kolację, ewentualnie wzbogacone o dwa podwieczorki. Ów podział na pięć posiłków jest bardzo młody, a i tak rzadko przez kogo praktykowany współcześnie. Dawniej przede wszystkim śniadano – śniadanie oznaczało posiłek, bo śniedne znaczyło jadalne, a śniadać znaczyło jeść. Nazwanie jakiegoś produktu śnitką oznaczało więc, że jest on jadalny. Jadano często na dworze, na polu, na pastwisku, w lesie, a żywność noszono w dwojakach, miskach i dzbanach, lub zawiniętą choćby w kawałek lnianej szmatki. Na szczęście nie było wtedy lunch-boxów… To właśnie spotkało słynny podagrycznik pospolity, który od wielu miesięcy w naszym Studio promuje Matka Chwastożercy.

Obiadu znanego nam współcześnie (w Polsce ok. g.14) nie było, spożywano wieczerzę, czyli posiłek wieczorny, gdy zakończono już wszystkie podstawowe czynności w obejściu. W Polsce nazywano i nadal nazywa się ten posiłek kolacją, ale dawniej ta właśnie nazwa oznaczała… śniadanie. W wyższych sferach przyjęto, wzorem włoskim, organizować proszone posiłki poranne w celu zebrania pieniędzy na cele charytatywne: po włosku: collazione. W Niemczech z czasem zaczęto organizować te spotkania wieczorem i ta właśnie nazwa przyjęła się w polszczyźnie pozostającej pod stosunkowo silnymi wpływami kultury niemieckiej, choćby przez kontakty rodzin magnackich Jagiellonów i Habsburgów.

Gdzie jadały dzieci? Nawet do XIX w. w chatach chłopskich dzieci jadły i spały na przypiecku – nie tylko po to, by było im cieplej, ale ponoć przede wszystkim dlatego, że uznawano je za istoty półludzkie, półzaświatowe – podobnie jak starszyznę. Obydwie grupy wiekowe miały swe miejsca przy piecu, który tworzył w domostwie strefę magiczną: wierzono, że dym wydobywający się przez komin łączył rodzinę z niebiosami. Jeszcze w czasach PRL-u w niektórych domach aranżowano oddzielne stoliki dla dzieci. Dziś takie sytuacje spotyka się czasem na przyjęciach urodzinowych.

Facebook